Koniec świata.

Dotychczas nie brałem udziału w żadnej dyskusji na temat kryzysu migracyjnego w internecie. Głownie dlatego, że mam wrażenie ogromnej bezcelowości takich dyskusji. Niewiele z nich wynika. W żadnym stopniu nie wpływają na rzeczywistość [ten świat poza internetem]. Na dodatek większość tych dyskusji jest bardzo silnie emocjonalna. Nie brałem też udziału w tych dyskusjach z innego powodu. Który uważam za kluczowy. Jest to brak wiedzy. Nie znam się na tym. Nie mam danych. W związku z tym staram się nie wyciągać pochopnych wniosków, tylko po to żeby “zabrać głos”.

Coś co mi bardzo przeszkadza w dzisiejszym świecie, to fakt, że każdy może mieć opinie na każdy temat. Co gorsza, prawie każdy rzeczywiście stara sie taką opinię mieć. Staliśmy się bezrefleksyjną masą internetowych dyskutantów. Może to nowa forma rozrywki? Tylko czy warto spędzać czas na wypowiadaniu się na tematy których się nie rozumie po to, żeby zakomunikować swoją “opinię” innym (najczęściej obcym) ludziom, którzy również mają blade rozeznanie w temacie, ktrego dyskusja dotyczy?

Przerażające jest to jak bardzo zmieniło się funkcjonowanie instytucji autorytetu. Autorytetem jest dziś każdy, kto ma minimum kilkadziesiąt tysięcy fanów w jednym z portali społecznościowych. Nie dzielimy już autorytetów na kategorie. Ta sama osoba będzie dla nas autroytetem moralnym, intelektualnym czy merytorycznym (w każdej możliwej dziedzinie). Pierzona wolność słowa. Czy tym którzy o nią walczyli chodziło o to, żeby dosłownie każdy mógł pleść co mu ślina na język przeniesie i robić ludziom wode z mózgu? Nie sądzę.

Bycie profesorem to dziś bycie dinozaurem wśród autorytetów. Prawdziwe autorytety giną w internetowej dyskusji, gdyż ich opinia wymaga refleksji i zanim zdążą się wypowiedzieć na dany temat, internet jest już zalany przez falę pseudoopinii pseudoautorytetów. Poza tym opinie profesorskie zazwyczaj wymagają większego skupienia uwagi, są pozbawione łatwych do zrozumienia antagonizmów. Często nie daja jednoznacznej odpowiedzi na pytanie “co myśleć?”, raczej pokazują złożoność sytuacji niż ich prostotę. Jednym słowem nie nadają się do social mediów. Żyjemy w czasach, w których wystarczy rzucic pracę w korporacji i przejechac się kamperem po Europie, żeby zostać coachem i autorytem dla wielu wykształconych przecież ludzi. To wszystko jest takie płytkie.

Kim ja się czuje jako osoba pisząca bloga? Bloga którego jednak pare tysięcy osób czyta. Absolutnie nie czuje się autorytetem w sprawach o których tu piszę. Mój blog to tylko głos w internetowej dyskusji. Nic więcej. Autorytety w internecie spotykam bardzo rzadko, a kiedy już spotkam to staram się takie spotkanie celebrować. Raczej słuchać niż mówić. A jeżeli już zabieram głos to z szacunkiem dla własnej niewiedzy, raczej żeby zadać pytanie lub podziękować.